Duże zmiany już mnie nie przerażają!

Kiedyś marzyłam o karierze w korporacji. Później już tylko o tym, żeby być niezależną osobą i móc się wyrwać z uzależniających macek machiny, w której jest się tylko trybikiem.

W korporacjach pracowałam przez około 18 lat. Było ich wiele, bo aż sześć. Jestem więc chyba typowym „jumperem”. Tak nazywa się korporacyjnego skoczka, czyli osobę, która często zmienia pracę. Zmieniałam ją co 2 do 4 lat. Najdłużej zabawiłam w dwóch i pewnie tylko dlatego, że zbiegło się to z urlopami macierzyńskimi 🙂

Korporacje to nie były łatwe lata. Pamiętam ciągły strach, godziny spędzane przed komputerem, w slajdach i w excelu oraz wielką chęć pięcia się wyżej i zaliczania kolejnych stopni kariery. Wydawało mi się wtedy, że tego pragnę i że chcę się po nich piąć przez wiele lat.

Zmiana

Pierwsza zmiana była tak zwaną „drugą nogą”. Założyłam firmę, w okresie między pracami w korporacjach, która dobrze się rozwijała i dawała mi drugą całkiem stabilną pensję. Mogłam wreszcie pomyśleć o większym mieszkaniu. Bałam się jednak wziąć stery w swoje ręce i zająć tylko firmą. Czułam, że powinnam pracować w korporacji, która była znacznie bardziej prestiżowa. Odeszłam dopiero po latach, kiedy doświadczyłam mobbingu i w końcu dostałam depresji.

Założyłam wtedy firmę działającą w branży nieruchomości. Myślałam o tym od lat, ale dopiero dramatyczne przeżycia, popchnęły mnie do działania.

Koronaupadek

Przez sześć lat budowałam własna niezależność, zespół ludzi i grono lojalnych klientów. Niestety dopadł nas koronawirus. Na szczęście nie w dosłownym znaczeniu. Zakaz prowadzenia działalności i praktycznie całkowite zamrożenie większości biznesów w Polsce, w Europie, na świecie.

Na szczęście potrafiłam natychmiast podjąć trafne decyzje i rozpocząć działania. Zlikwidowałam działalność i teraz zupełnie nie mam planów na przyszłość.

Jestem natomiast spokojna i podekscytowana. Nie wiem co będę robić, ale wiem, że jak już zacznę to odniosę sukces. Nie musi być wielki, ale jestem pewna, że będzie.

Czym jest dla mnie sukces? Sukces to spokój i dużo czasu wolnego, żebym mogła rozwijać swoje pasje i odbierać dzieci ze szkoły. A jeśli da się to połączyć ze stabilnym dochodem…

W życiu doświadczałam wielu zmian i choć często wydawały się przerażające, to zawsze były to zmiany na lepsze! Jestem spokojna.

Anna Grzelewska